Nauka języka jako nauka o świecie

Sierpień to taki przyjemny czas, kiedy część z nas ma wakacje, inni są na urlopach, a ci, co akurat muszą pracować, raczej nie muszą się spieszyć. W związku z tym dzisiaj będzie lżejszy wpis, akurat do przedpołudniowej kawy, o kilku korzyściach jakie niesie nauka języka (nie tylko) obcego.

 

Już na początku zaznaczam, że jestem osobą, która… lubi się uczyć. Proces uczenia się nie skończył się dla mnie wraz z odebraniem dyplomu ukończenia studiów wyższych, tylko trwa cały czas. I mam nadzieję, że wystarczy mi sił i samozaparcia, żeby właśnie w taki sposób spędzić życie. W końcu świat jest tak fascynujący i tyle ciekawych zjawisk się dzieje dookoła!

Z racji tego, że jestem filologiem poznawanie świata odbywa się u mnie poprzez słowa. Czytam mnóstwo książek; zresztą u mnie w domu zawsze była pokaźna biblioteka i wszyscy bliscy w wolnej chwili oddawali się i oddają się lekturze. Więc jakże mogłoby być inaczej?

Wybór studiów filologicznych (filologia polska i rosyjska) też nie był przypadkiem. Skoro kluczem do poznawania było słowo, trzeba było opanować cały system, który te wyrazy szereguje. Żeby był w tym jakiś ład i sens.

 

Moje podejście do języka 

Jest typowo filologiczne. Nie jestem orłem z gramatyki (o gramatyce historycznej nie wspominając), ale zawsze interesowało mnie pochodzenie słów. Historia każdego z nich. Dlatego jeśli uczę się nowych słów (w języku polskim i obcym), zawsze korzystam ze słowników. Na zajęciach z języka hiszpańskiego, na które zapisałam się rok temu, zyskałam nawet miano „dziewczyny od słownika”. Na szczęście szkoła językowa zadbała, aby w salach lekcyjnych takie pomoce naukowe się znalazły.

Lubię drążyć, dopytywać, znać kontekst. Dlatego wszelkie rozmówki, fiszki, nauki języka obcego w miesiąc nie są rozwiązaniami dla mnie. To bardziej ślizganie się po temacie, a nie dotarcie do sedna. Jestem jeszcze z pokolenia lat 80., kiedy korzystało się z encyklopedii, a nie Wikipedii, więc to też z pewnością odegrało jakąś rolę w moim późniejszym podejściu do nauki.

 

 

Znajomość słów i zjawisk

Parę razy spotkałam się z zarzutem rzuconym w żartach, że używam słów, których inni nie rozumieją. Cóż… to ich problem 😛 Kiedy od dziecka czyta się książki i niektóre (oczywiście nie wszystkie) słowa weryfikuje się poprzez odpytywanie dorosłych albo grzebanie w słownikach, to zasób słów w wieku 32 lat może być pokaźny. Ale oczywiście nie musi, wszystko zależy od tego, czy i jak chcemy się uczyć.

Co istotne, bogactwo językowe umożliwia płynne przełączanie się z jednego rejestru językowego na drugi. Potrafię kląć jak szewc, ale umiem też rozmawiać z wykładowcą akademickim. Wychodzę z założenia, że jednym z wyznaczników ogłady, jaką powinien posiadać człowiek wykształcony, jest umiejętność dopasowania poziomu wypowiedzi do sytuacji i rozmówcy (dlatego mimo wszystko razi mnie, kiedy na konferencji branżowej na scenę wychodzi prelegent i mówi „zajebiście”).

 

Uczenie innych

Cudowny sposób na samokształcenie, który odkryłam, kiedy zaczęłam uczyć innych. Jednym z moich ulubionych zajęć w dzieciństwie była zabawa w szkołę (serio) – ja byłam nauczycielką, a moje rodzeństwo uczniami. Mimo to nigdy na poważnie nie myślałam o uczeniu innych jako działalności zawodowej. Do momentu, kiedy zaczęłam uczyć innych rosyjskiego była bardzo długa droga – przede wszystkim trochę kwestii dotyczących podejścia do świata w moim myśleniu musiało ulec zmianie. To jest temat na osobny wpis, więc pewnie jeszcze się z Wami podzielę tą historią.

Ucząc innych, weryfikuję, ile sama umiem. Na pewno nie znam się na wszystkim i przyznanie się do niewiedzy jest doskonałym przyczynkiem do odświeżenia zapomnianych informacji lub opanowania nowych. A przy okazji nauczenia się nowych słów i związanych z nimi zjawisk – np. ostatnio na zajęciach dowiedziałam się, co się kryje za dyscypliną sportu o nazwie „rodeo kajakowe” (ros. родео на каяке). Jeśli Wam też niewiele to mówi, zachęcam do poszukania filmików.

 

Nauka a aktywność

Uczenie się nowych rzeczy aktywizuje – nie tylko nasz umysł, ale sprawia, że jesteśmy bardziej otwarci na świat i innych. To dlatego rozpoczęłam naukę nowego języka (hiszpańskiego). Nie chciałabym dojść kiedyś do momentu, w którym stwierdzę, że wiem już wszystko i nic nowego nie jest mi potrzebne. Obiektywnie nie jest to też możliwe, bo nigdy nie będziemy wszystkiego wiedzieć.

Mam znajomych w różnym wieku, wśród nich są również osoby w wieku 60+. Dlaczego tacy ludzie chcą utrzymywać kontakt z osobą o 30 lat młodszą? Bo są aktywne, angażują się w różne inicjatywy, stale uczą się nowych rzeczy, są ciekawe świata.  Jeżeli kiedyś dożyję takiego wieku, to chciałabym być taka jak oni.

A jeśli ktoś Wam mówi, że jest za późno na naukę czegoś nowego, nie wierzcie mu. Oczywiście, wielu rzeczy nie opanujemy w takim stopniu, w jakim to mogłoby być kilka czy kilkanaście lat temu, ale warto spróbować. Zawsze.

Powodzenia!