Jak wrócić do nauki języka obcego po wakacjach?

Kwestia, która była moją (i nie tylko) zmorą na studiach – pierwsze praktyczne zajęcia z języka rosyjskiego w październiku po trzech miesiącach przerwy zawsze były stresujące bardziej niż zwykle. Ale że człowiek cały czas się uczy, takie podejście do nauki języka udało mi się zmienić.

 

Oczywiście od paru lat już nie mam takich długich wakacji, ale wrzesień to również u mnie czas powrotu na zwiększone obroty zawodowe. Przyznaję, lato nieco rozleniwia (i powinno, bo i tak za bardzo żyjemy w stresie), ale można tak zaplanować naukę, żeby znajomość języka na tym nie ucierpiała.

Zanim jednak przejdę do sedna, małe podsumowanie, jak wygląda u mnie czynna znajomość języków obcych i co robię, aby ją utrzymać.

 

  • język rosyjski – uczę innych (więc przy okazji również siebie), czytam książki, artykuły i oglądam materiały wideo w Internecie. Nowe słówka czy reguły gramatyczne na bieżąco sprawdzam w słownikach bądź na forach internetowych;
  • język angielski – nieco zaniedbany, ale ciągle komunikatywny i na przyzwoitym poziomie. Tutaj niestety pozostaje mi czytanie artykułów w Internecie (na szczęście branżowych – nauki przyrodnicze, marketing i PR). Ten język czynnie wykorzystuję w pracy w projekcie edukacyjnym EDU-ARCTIC, w ramach którego m.in. prowadzę zajęcia online po angielsku;
  • język hiszpański – świeżynka. Uczę się go od października zeszłego roku. Na razie dla siebie (nic tak nie aktywizuje mózgu jak nauka języków obcych), ale może coś kiedyś ciekawego z jego znajomości wyniknie. 🙂

 

Teraz już pewnie się domyślacie, którego języka dotyczy utarte „back to school” – oczywiście hiszpańskiego.

 

Nauka języka podczas roku szkolnego

Tutaj postawiłam przede wszystkim na regularność – zajęcia dwa razy w tygodniu po półtorej godziny. Nauka słówek i gramatyki cztery razy w tygodniu (podczas dojazdu tramwajem do i ze szkoły językowej) + odrabianie zadań domowych (po każdych zajęciach było coś do zrobienia) ze sprawdzaniem wszystkich nowych słówek. A pod koniec obu semestrów krótka powtórka przed egzaminem końcowym (regularna nauka sprawiła, że to było możliwe; więcej o stosowanych technikach zapamiętywania napisałam tekście „Włam się do mózgu” i… ucz języka!).

 

Nauka języka podczas wakacji (lipiec-sierpień)

Semestr letni zakończył się mniej więcej w połowie czerwca. Uczciwie mówiąc – przez resztę tego miesiąca oraz cały lipiec nie zrobiłam NIC. Czy jest to dobra metoda, czy nie – pewnie jest to kwestia mocno indywidualna. Ja stwierdziłam, że potrzebuję przerwy, żeby zdobyta wiedza uleżała mi się głowie.

W sierpniu postawiłam na czytanie w języku hiszpańskim. W pierwszej połowie przeczytałam przewodnik po Madrycie, obecnie oddaję się lekturze tekstu literackiego autorstwa Tirso de Moliny. Obie książki pożyczyłam w bibliotece w mojej szkole językowej, są one dostosowane do poziomu językowego, na którym obecnie jestem (A2).

 

Nauka języka po wakacjach (sierpień-wrzesień)

Zajęcia w szkole językowej zaczynam ww październiku. Pamiętając o tym, stwierdziłam, że na pewno nie chcę sobie fundować szoku językowego po kilku miesiącach nicnierobienia. Rozwiązaniem również nie jest poświęcenie kilku dni przed rozpoczęciem kursu na powtórkę materiału z poprzedniego roku.

Dlatego postawiłam na stopniowe i regularne powtórki w zdecydowanie mniejszych partiach (w końcu kto może pozwolić sobie na luksus, żeby poświęcić cały dzień lub kilka na uczenie się wszystkiego?).

Czytanie książek i wyszukiwanie materiałów wideo na YT po hiszpańsku to jedno – jestem w stanie zrozumieć ogólny sens, słucham intonacji, a także podświadomie koduję strukturę tworzenia zdań. A dodatkowo jest to wyjątkowo miła dla mnie forma nauki.

Oprócz tego od połowy sierpnia zaczęłam powtarzać codziennie po kilkanaście słówek. Do tego co dwa-trzy dni oglądam jeden odcinek (kilkunastominutowy) kursu językowego online po angielsku i hiszpańsku. Całość naprawdę nie zajmuje wiele czasu. Przede wszystkim zależy mi na tym, aby trwale zapamiętywać, a nie wyczuć się masy słówek i zwrotów naraz i potem ją zapomnieć.

Takie tempo powtórek planuję utrzymać do momentu rozpoczęcia zajęć w październiku (potem zastąpi je nauka nowych informacji). Mam nadzieję, że mi się to uda. 😉

A Wy jak podchodzicie do nauki języka obcego po wakacjach/urlopie?