grafik

Dobre praktyki przy wykonywaniu tłumaczenia

W dzisiejszym wpisie poświęcę parę słów dobrym praktykom, o których warto pamiętać, kiedy wysyłamy klientowi przetłumaczony tekst. Bo nawet jeśli nasza praca została wykonana rzetelnie i profesjonalnie, ale niedbale ją przedstawimy, efekt naszej pracy (i dalsza współpraca z nami) może zostać gorzej oceniona.

 

Swoje uwagi zebrałam w kilku punktach – jeżeli chcecie je uzupełnić o swoje przemyślenia, zachęcam do zostawienia komentarza.

 

#1 Terminowość

Bardzo przywiązuję do niej wagę. Jeżeli obiecuję klientowi, że tłumaczenie będzie gotowe na środę do godziny 18, to postaram się, aby tak właśnie się stało. Oczywiście, jesteśmy tylko ludźmi i mogą zdarzyć się opóźnienia wynikające z innych przyczyn – dlatego kiedy wiem, że trudno mi będzie zmieścić się w ustalony terminie, staram się jak najszybciej (nie po upływie określonego czasu) poinformować o tym zleceniodawcę.

 

#2 Dbałość o tekst

To jest dla mnie oczywiste. Naszym warsztatem jest język i to on świadczy o naszych umiejętnościach. Nie będę się tutaj rozpisywać nad poprawnością merytoryczną czy językową tekstu, który tłumaczymy, bo moją opinię na ten temat przedstawiłam we wpisie Błędy w tłumaczeniu – poprawiać czy nie?, ale chciałabym wspomnieć o ogólnym wrażeniu, jakie wywołuje treść przy pierwszym odbiorze. Przede wszystkim powinna wyglądać schludnie – posiadać jednolite, spójne formatowanie, bez niepotrzebnych spacji, rozstrzelonego tekstu etc.

Oczywiście, prawie zawsze się zdarzy, że jakaś literówka czy brak przecinka ujdą naszej uwadze, ale staram się na tyle, na ile mogę, aby takich sytuacji uniknąć poprzez staranne weryfikowanie gotowego tekstu (pisałam o tym również w artykule Jak tłumaczę teksty?).

 

#3 Zachowanie oryginalnego formatowania

Nie czułabym się komfortowo, gdybym wysłała komuś do przetłumaczenia artykuł z wyraźnie wydzielonymi partiami tekstu, śródtytułami, przypisami, a otrzymała tekst żywcem przeklejony z prostego edytora tekstu, pozbawiony formatowania. I sama staram się tak nie robić. W sukurs przychodzą nam dzisiaj rozmaite programy wspierające tłumaczenie (narzędzia CAT), które zachowują oryginalne formatowanie tekstu wejściowego.

Podobną dbałość staram się stosować względem formatu otrzymanego tekstu – prezentacji w .pptx nie powinno się oddawać w .docx (chyba że klient wyraźnie sobie tego życzy).

Wiem, nie zawsze jest to łatwe – teksty niekiedy trzeba przekonwertować z jednego formatu na drugi, technicznie przygotować, aby rozpoczęcie nad nimi pracy było w ogóle możliwe (tak jest na przykład z grafikami w .jpg czy .png). Może się wtedy zdarzyć, że nie będziemy umieli tego zrobić – takie problemy zawsze warto od razu sygnalizować klientowi i wspólnie szukać rozwiązania.

Może się też okazać, że przygotowanie techniczne zajmie nam tak wiele czasu, że powinniśmy je dodatkowo wycenić – żeby uniknąć wzajemnych nieporozumień takie sytuacje też powinniśmy zawczasu zgłaszać klientowi.

Pozwalam sobie na małe odstępstwo od powyższej reguły – kiedy zdarzają mi się tłumaczenia nadsyłane w formacie .pdf, zazwyczaj odsyłam je pliku tekstowym. Wydaje mi się to lepszym rozwiązaniem, bo klient ma szansę wprowadzić swoje poprawki, jeśli poczuje taką potrzebę (np. chce zmienić wielkość fontu).

Miałam też sytuacje, w których formatowanie tekstu podczas tłumaczenia zupełnie się pozmieniało (np. w treści było dużo list numerowanych i wartości liczbowe do nich przypisane zamieniły się w jedną długą listę). Poprawianie tego zajęłoby dużo czasu, a zbliżał się deadline. We wszystkich przypadkach, kiedy poinformowałam klientów o zaistniałej sytuacji, żaden z nich nie uznał tego za rażący błąd i zaakceptował zlecenie.

 

#4 Zachowanie oryginalnej nazwy pliku

Niby drobiazg, o którym łatwo zapomnieć w nawale otrzymywanych i przesyłanych wiadomości, a który niesamowicie ułatwia życie. Jest to korzyść obustronna – mnie potem łatwiej archiwizować gotowe tłumaczenia, a klient wie, o jaki plik chodzi (w końcu najczęściej sam mu nadawał taką a nie inną nazwę).

 

#5 Utrzymanie ciągłości korespondencji

Razem z poprzednim punktem jest dla mnie wymarzonym duetem. Gotowe tłumaczenie zawsze odsyłam w odpowiedzi na poprzednią wiadomość od klienta (idealnie, jeżeli podczas wymiany e-maili uda się zachować historię korespondencji) – wiadomo wtedy, o jakie zlecenie chodzi. Dodatkowo, edytuję tytuł wiadomości, jeśli jest mało czytelny, np.

zlecenie tłumaczenia artykułu -> zlecenie tłumaczenia artykułu / gotowe tłumaczenie

Dzięki temu zaoszczędzam nie tylko swój czas, ale i zleceniodawcy, bo łatwiej wtedy w potoku e-maili odnaleźć ten właściwy i, w konsekwencji, szybciej rozliczyć się za wykonane zlecenie. I bardzo doceniam, kiedy druga strona również prezentuje takie podejście.